Problemy wierzycieli KrzysiekR 2026-09-23 06:48

Dostałem propozycję wejścia do rady wierzycieli. Ile czasu wam to zajmowało?

Mam nieopłacone kilka dostaw na około 68 tys. zł u firmy, która weszła w restrukturyzację. Do tej pory tylko sprawdzałem, co dzieje się w postępowaniu, ale wczoraj dostałem pytanie, czy zgodziłbym się wejść do rady wierzycieli. Na razie bez żadnych materiałów i terminów, tylko z informacją, że szukają też kogoś od mniejszych wierzycieli. Prowadzę niedużą hurtownię. Jest nas trzech, ale pracownicy zajmują się magazynem i zamówieniami, a papiery zwykle zostają dla mnie na wieczór. Jedno spotkanie od czasu do czasu ogarnę, tylko nie wiem, czy tu nagle nie wpada kilkadziesiąt stron do przeczytania na następny dzień. Bardziej niż przepisów potrzebuję zwykłego porównania z praktyki. Ile czasu zajęło wam wdrożenie się na początku, a jak to wyglądało później? Bywały tygodnie zupełnie puste czy ciągle coś przychodziło? Jeśli ktoś z małej firmy odmówił albo się zgodził i potem żałował, też chętnie poczytam.

Dyskusja

18 komentarzy

Marek1978
Byłem raz w radzie jako mały dostawca, z wierzytelnością nawet trochę mniejszą od twojej. Najgorsze były pierwsze dwa tygodnie, bo trzeba było załapać, co już wydarzyło się w sprawie i skąd biorą się poszczególne kwoty. Zeszły mi na to trzy wieczory, choć nie czytałem każdego załącznika od początku do końca. Potem już wiedziałem, gdzie zaglądać, i szło dużo szybciej. Same rozmowy nie trwały długo. Więcej czasu zjadało przygotowanie się do nich. Raz miałem dwa tematy w jednym tygodniu, a potem prawie miesiąc ciszy. Trudno więc podać godziny na tydzień, lepiej liczyć się z nagle zajętym wieczorem.
MartaCzyta
Kto dokładnie odezwał się do ciebie z tą propozycją? To już było pytanie o zgodę czy na razie luźne szukanie chętnych? Napisali chociaż, na jakim etapie jest sprawa i kiedy miałoby być pierwsze spotkanie? Bez tego ciężko porównywać cudze godziny.
KrzysiekR

Odpowiedz do: MartaCzyta

Na razie przyszedł mail z pytaniem, czy w ogóle wyrażę zgodę, więc chyba dopiero sprawdzają chętnych. O terminie i liczbie materiałów nie było ani słowa. W firmie jesteśmy w trzy osoby, ale pracownicy robią magazyn i zamówienia, nie papiery. Dlatego właśnie bardziej martwi mnie nagły wieczór z dokumentami niż spotkanie raz na jakiś czas.
TomekK

Odpowiedz do: KrzysiekR

No to moje jedno popołudnie faktycznie średnio pasuje do twojej sytuacji. Ja otwierałem już uporządkowany folder, a ty robiłbyś wszystko od zera po całym dniu pracy. Przy pierwszej paczce zostawiłbym sobie raczej cały wieczór i dopiero po niej oceniał, jak idzie. Dobrze, że dopisałeś, czym zajmują się pracownicy, bo wcześniej założyłem za dużo.
TomekK
U mnie zazwyczaj wystarczało jedno popołudnie przed spotkaniem. Tylko jest jedno ale: dziewczyna z biura wcześniej ściągała pliki, układała je datami i zaznaczała zmienione kwoty. Nie analizowała ich za mnie, ale nie musiałem przekopywać się przez każdy załącznik. Gdybym robił również to, jedno popołudnie raczej by nie wystarczyło.
Ola_na_swoim
Ja odmówiłam, bo pracuję sama i już wtedy kończyłam faktury po godzinach. Nawet nie przeraziła mnie sama liczba godzin, tylko to, że nie wiedziałam, kiedy te godziny wypadną. U mnie odmowa była rozsądna, choć trochę szkoda mi było później, że mam słabszy wgląd w sprawę. Ty masz dwie osoby w firmie, więc może czasem ktoś przejmie bieżące rzeczy, ale to już sam wiesz najlepiej.
Basia72
U nas po zgodzie przez kilka tygodni nie działo się prawie nic. Potem parę rzeczy przyszło naraz, więc żadnego stałego rytmu nie było.
WojtekZet
Dopytaj jeszcze, czy spotkania są zdalne. U mnie przy spotkaniu na miejscu schodziło pół dnia z dojazdem i czekaniem, choć sama rozmowa trwała niecałą godzinę. Zdalnie było dużo lżej organizacyjnie. Tyle że dokumenty i tak czekały do przeczytania wieczorem.
ElaKsiegowa
Ja na początku sama zrobiłam sobie pod górę, bo otwierałam każdy załącznik po kolei i próbowałam wszystko zapamiętać. Dopiero później zauważyłam, że sporo plików tylko potwierdza liczby z głównej tabeli. Zaczęłam najpierw patrzeć, co zmieniło się w zestawieniu, a do dokumentu wracałam, gdy coś się nie zgadzało. Nie pomijałam reszty, po prostu nie czytałam pięć razy tego samego. Najdłużej trwało właśnie nauczenie się układu tych materiałów. Potem człowiek już wiedział, czego szuka. U mnie przygotowanie skróciło się mniej więcej o połowę.
Pawel_po_godzinach
U mnie start był akurat paskudny i przez chwilę chciałem zrezygnować. W jednym tygodniu dostałem trzy paczki po kilkadziesiąt stron, a do tego były dwie rozmowy po pracy. Same dokumenty nie były jakieś strasznie trudne, tylko trzeba było wyłapać, co się zmieniło. Prowadzę serwis i wieczorem głowa już nie pracowała, więc jedną paczkę rozłożyłem na dwa dni. Raz siedziałem prawie do północy, bo rano chciałem mieć zapisane pytania. Nikt nie oczekiwał ode mnie prawniczego opracowania, bardziej spojrzenia wierzyciela na liczby i terminy. Pierwsze dziesięć dni wspominam słabo. Gdybym oceniał całość tylko po nich, powiedziałbym, że małej firmy nie da się z tym pogodzić.
KrzysiekR

Odpowiedz do: Pawel_po_godzinach

Paweł, takie paczki wpadały ci później co tydzień? Dało się je w ogóle czytać po całym dniu w serwisie?
Pawel_po_godzinach

Odpowiedz do: KrzysiekR

Nie, na szczęście nie. Te trzy paczki trafiły się na samym początku, bo nadrabialiśmy to, co już wcześniej działo się w sprawie. Później były dwa tygodnie, kiedy nie robiłem przy radzie kompletnie nic. Kolejna większa porcja przyszła dopiero przed następną rozmową. Po pracy dawałem radę, ale najpierw musiałem chwilę odsapnąć po serwisie, inaczej tylko patrzyłem w ekran. W normalnym miesiącu wyszło dużo mniej czasu, niż można pomyśleć po moim pierwszym wpisie. Dlatego stałej liczby godzin tygodniowo ci nie podam.
Radek_od_wnioskow
Bez liczby wierzycieli i etapu sprawy te godziny będą trochę wróżeniem. Nawet ta sama rada na początku i po paru miesiącach może działać zupełnie inaczej.
IwonaKsiega
Miałam o tyle łatwiej, że księgowa znała nasze faktury wobec tego dłużnika. Pokazywała mi, gdzie suma różni się od poprzedniej tabeli, ale nie czytała za mnie całej reszty. Pytania na rozmowę i swoje stanowisko przygotowywałam już sama. Pomoc była spora, tylko nie było tak, że oddałam komuś temat i miałam spokój.
Nowy_w_KRZ
Też nie mam wykształcenia prawnego i na pierwszej rozmowie prawie się nie odezwałem. Później zacząłem pytać normalnie: skąd ta kwota, czemu termin się zmienił, dlaczego dwie tabele pokazują co innego. Czasem odpowiedź była banalna, ale okazywało się, że nie tylko ja jej nie znałem. Nadal nie jestem żadnym ekspertem, po prostu przestałem udawać, że wszystko łapię od razu.
StaryMechanik
Jak już teraz każdy wieczór masz zajęty papierami, to sama ciekawość sprawy może być za mało. Dodatkowa robota zawsze wyskoczy akurat wtedy, kiedy firma też czegoś chce.
RenataUgoda
Odmówiłam z podobnego powodu jak Ola, bo wtedy naprawdę nie miałam gdzie tego wcisnąć. Nadal uważam, że na tamten moment zrobiłam rozsądnie. Później brakowało mi jednak bieżącego obrazu sprawy, bo informacje docierały z opóźnieniem i bez całej rozmowy dookoła. Nie wiem, czy dziś na pewno bym się zgodziła, ale widzę już nie tylko koszt wejścia, lecz także koszt odmowy.
DorotaM
Ja przed zgodą od razu zapytałam, jak będą przesyłać materiały i z jakim wyprzedzeniem umawiają rozmowy. Odpowiedź była dość ogólna, ale przynajmniej wiedzieli, że w godzinach pracy nie zawsze odbiorę. Nikt nie podał mi stałej liczby godzin i po czasie rozumiem dlaczego. Raz były trzy tygodnie ciszy, a innym razem musiałam wygospodarować dwa wieczory pod rząd.