Restrukturyzacja firm Jarek_z_hali 2026-07-04 06:23

Nadzorca pyta o marżę na nowym zleceniu. Jak szczegółowo odpowiadaliście?

Mam pytanie do osób, które już przerabiały coś podobnego przy firmie. Prowadzę niedużą produkcję z montażem, kilka osób na hali, trochę stałych klientów. Teraz wpadło większe zlecenie i szczerze mówiąc bardzo by nam pomogło, bo ostatnie miesiące były ciasne z gotówką. Nadzorca zapytał mnie, jaka realnie będzie marża na tym zleceniu. Chce zobaczyć, ile zostaje po materiale, robociźnie, transporcie i takich kosztach, które zawsze gdzieś wychodzą po drodze. Samo pytanie rozumiem, tylko nie wiem, jak głęboko to rozbijać. Czy wystarczy normalna tabelka i parę zdań opisu, czy lepiej od razu dosyłać wyceny od dostawców i liczyć godziny pracy? Nie chcę tego pokazać za różowo, bo ceny materiału potrafią się zmienić w tydzień. Ale jak zacznę opisywać każdą niepewność, to wyjdzie, jakby zlecenie stało na cienkiej granicy. Jak wy odpowiadaliście na takie pytania? Bardziej liczby, jakieś dokumenty, czy po prostu uczciwe opisanie założeń?

Dyskusja

14 komentarzy

Marek1978
U mnie nadzorca nie chciał rozbierania zlecenia co do śrubki. Bardziej chodziło o to, żeby było widać, że liczby nie są wpisane z powietrza. Dałem prostą tabelkę z przychodem, materiałem, podwykonawcą, transportem i tym, co zostaje. Obok dopisałem, które rzeczy mam już potwierdzone, a które są jeszcze założeniem. Paragonów ani całej teczki papierów nie wysyłałem, bo sam bym sobie narobił dodatkowego tłumaczenia.
MagdaBezKawy
A masz to już podpisane, czy dopiero dogadane na mailach? I materiał liczysz z aktualnej oferty, czy z ostatniego zakupu?
Jarek_z_hali

Odpowiedz do: MagdaBezKawy

Podpisu jeszcze nie ma. Mamy ustalenia mailowe i klient pisze, że chce startować od przyszłego miesiąca. Materiał mam policzony z dwóch świeżych wycen, ale nie kupiłem go, bo nie dostałem jeszcze zaliczki. I właśnie tu się waham, czy pisać o tym jak o pewnym zleceniu, czy jako o prawie dogadanym temacie. Nie chcę potem wyglądać, jakbym pompował plan pod nadzorcę.
KrzysiekR

Odpowiedz do: Jarek_z_hali

No to ja bym tego nie opisywał jednym zdaniem jako pewnik. Napisałbym prosto: klient potwierdził zakres na mailu, ceny materiału są z aktualnych ofert, zaliczki jeszcze nie ma. To nie brzmi jak lanie wody, tylko jak normalne pokazanie etapu. U mnie takie rozdzielenie bardzo pomogło, bo nadzorca od razu widział, co jest twarde, a co jeszcze może się przesunąć.
IwonaKsiega
Ja bym uważała głównie na mieszanie rzeczy pewnych z tymi, które są jeszcze trochę na wyczucie. Oferta od dostawcy to jedno, a pamięć, że ostatnio podobny materiał kosztował mniej więcej tyle, to jednak co innego. Tak samo mail od klienta z potwierdzeniem zakresu wygląda inaczej niż rozmowa przez telefon. U nas najlepiej działał krótki opis przy większych pozycjach. Materiał według oferty z tego i tego tygodnia, robocizna według podobnego zlecenia, transport według ostatniej trasy. Bez wykładu, ale też bez samej końcowej marży rzuconej w mailu. Jak potem ktoś pyta, to przynajmniej wiadomo, do którego założenia wrócić.
DamianOdMaszyn
Miałem podobnie przy większej naprawie linii u klienta. Na papierze przychód wyglądał bardzo dobrze, ale części zjadały prawie połowę i nadzorca od razu zapytał, ile z tego naprawdę zostaje. Nie robiłem kosztorysu jak do przetargu. Rozpisałem wartość zlecenia, części, dwie dniówki ludzi, dojazd, wynajem jednego sprzętu i małą rezerwę na drobiazgi. Dokładności co do złotówki nie dawałem, bo przy częściach to by była fikcja. Napisałem za to, że jeśli dostawca podniesie cenę, to marża spadnie mniej więcej o taki zakres. Mam wrażenie, że to było dla niego ważniejsze niż ładna końcowa kwota. Przynajmniej było widać, że wiem, gdzie może zaboleć.
Pawel_po_godzinach
Tylko nie rób z tego książki. Ja raz wysłałem za dużo szczegółów i potem sam otworzyłem trzy nowe tematy do dopytywania.
Basia72
Ja wysłałam bardzo prostą wersję i nikt się specjalnie nie czepiał. Miałam arkusz, ale w mailu opisałam to zwyczajnie, bez urzędowego tonu. Przychód był z oferty dla klienta, materiał z wyceny hurtowni, robocizna według naszej stawki godzinowej, a bufor dałam osobno. Ten bufor u nas ma sens, bo przy montażach zawsze coś wychodzi. Raz dojazd dwa razy, raz dodatkowy element, raz klient zmieni drobiazg po drodze. Nie pisałam, że to czysty zysk, tylko że to rezerwa na różnice przy realizacji. Nadzorca potem zapytał tylko, czy przy podobnych zleceniach ta rezerwa faktycznie się zużywała, i na tym się skończyło.
TomekK

Odpowiedz do: Basia72

Basia72, a ten bufor miałaś normalnie jako osobną linijkę? Czy raczej materiał i robocizna były trochę wyżej policzone?
Krzysiek_1984
U mnie też bardziej patrzyli, czy liczby się kleją, niż czy mam papier na każdą śrubkę. Najgorzej wyglądały kwoty bez żadnego zdania wyjaśnienia.
DorotaM
Do pytania Tomka: ja bym bufora nie chowała w materiale. Jak potem ktoś poprosi o ofertę z hurtowni, od razu widać, że coś się nie zgadza. U nas osobna rezerwa wyglądała po prostu uczciwiej, nawet jeśli była mała. Nazwaliśmy to rezerwą na różnice przy realizacji, nie żadnym zapasem na wszystko. Mniej to kłuło w oczy niż sztucznie drogi materiał.
GrzesiekFaktury
Jak masz dwie wyceny od dostawców, to miej je pod ręką, ale ja bym nie wrzucał od razu wszystkiego w pierwszym mailu. Możesz napisać, że materiał jest policzony według ofert z tego tygodnia. Jak nadzorca będzie chciał, to poprosi i dosyłasz. U mnie tak było wygodniej, bo nie zrobiłem z tego od razu paczki dokumentów jak do dużego przetargu.
Lena_pisma
U mnie sprawdziło się jedno krótkie zdanie przy każdej większej pozycji, skąd ta liczba jest. Nie załącznik do wszystkiego, tylko zwykły opis: materiał z aktualnej oferty, robocizna z podobnych zleceń, transport według stawek przewoźnika. Jak później ktoś dopytuje, to nie szukasz w głowie, skąd wziąłeś daną kwotę. I nie wchodzisz od razu w całą papierologię.
Ola_na_swoim
Najważniejsze, żeby nie robić z nadziei pewnika. Jak oddzielisz to, co już masz, od tego, co jeszcze może się zmienić, to brzmi dużo normalniej.