Upadłość Irek_po_terminie 2026-07-06 06:22

Windykacja dalej dzwoni po upadłości. Odpisywaliście im czy tylko syndykowi?

Cześć. Mam już ogłoszoną upadłość konsumencką, postanowienie przyszło jakiś czas temu i syndyk też się ze mną odezwał. Wysłałem mu dokumenty, o które prosił, i generalnie próbuję to wszystko ogarniać bez paniki. Został mi tylko temat starej windykacji od pożyczki sprzed całej sprawy. Dalej dzwonią, czasem po kilka razy dziennie, a do tego wpadają SMS-y, że mam pilnie oddzwonić, bo inaczej sprawa idzie dalej. Nie wiem, czy oni serio nie mają informacji o upadłości, czy po prostu lecą automatem. Mam też obawę, że jak raz im odpiszę, to dopiero zobaczą aktywny numer i będzie gorzej. Jak to u was wyglądało? Odpisywaliście windykacji, że jest upadłość i podawaliście sygnaturę, czy wszystko szło tylko do syndyka? Zbieraliście screeny i numery telefonów, czy nie ma sensu się tym aż tak nakręcać?

Dyskusja

15 komentarzy

KasiaPapierologia
Masz już sygnaturę i normalny kontakt do syndyka, czy na razie samo postanowienie? U mnie dopiero jak miałam sygnaturę pod ręką, to przestałam się tak spinać przy takich telefonach. Ja bym nie zaczynała od rozmowy z windykacją, tylko najpierw zapisała, kto dzwoni i co dokładnie piszą w SMS-ach.
Irek_po_terminie

Odpowiedz do: KasiaPapierologia

Sygnaturę mam, syndyk też się już przedstawił i mam do niego maila. W SMS-ach od windykacji nie ma konkretów, tylko tekst, że mam pilnie oddzwonić w sprawie zadłużenia. Raz odebrałem, zanim skojarzyłem numer, i pani gadała takim tonem, jakby żadnej upadłości nie było. No i tu mam zagwozdkę, czy im samemu wysłać krótką informację, czy nie dotykać tego i puścić tylko do syndyka.
Lena_pisma

Odpowiedz do: Irek_po_terminie

Skoro masz już sygnaturę i mail do syndyka, to ja bym to po prostu udokumentowała po swojemu. Screen SMS-a, data, godzina telefonu, numer i krótki opis, bez całej historii. U mnie syndyk nie chciał żadnego elaboratu, tylko konkretnie kto się odzywa i czego chce. Do windykacji bym nie dzwoniła, bo po rozmowie telefonicznej potem trudno udowodnić, co dokładnie padło.
Krzysiek_1984
Ja raz powiedziałem, że sprawa jest u syndyka i potem już nie odbierałem. Jak zaczynali swoje formułki, to i tak nie dało się normalnie rozmawiać.
RenataUgoda
U mnie było podobnie, tylko bardziej mailowo niż telefonicznie. Odpisałam raz, bardzo krótko, że mam ogłoszoną upadłość i dalszy kontakt w sprawie starego zobowiązania idzie przez syndyka. Bez tłumaczenia, skąd dług i czemu tak wyszło, bo oni tylko na to czekają, żeby pociągnąć rozmowę. Po tej odpowiedzi przez chwilę był spokój, ale po dwóch tygodniach znowu przyszedł automatyczny mail. Wtedy zrobiłam screen, wysłałam do syndyka i zapytałam, czy mam coś jeszcze robić. Najbardziej pilnowałam tego, żeby nie rozmawiać o żadnych ratach ani wpłatach, bo bardzo szybko próbowali skręcić właśnie w tę stronę.
Irek_po_terminie

Odpowiedz do: RenataUgoda

Renata, a po tej jednej odpowiedzi faktycznie trochę odpuścili? Bo właśnie boję się tego, że jak odpiszę, to uznają, że numer żyje i będą cisnąć jeszcze częściej.
Basia72

Odpowiedz do: Irek_po_terminie

U mnie po jednej odpowiedzi nie odpuścili od razu, więc nie nastawiałabym się, że to zadziała jak wyłącznik. Przyszły jeszcze dwa SMS-y i jeden telefon, wtedy wysłałam syndykowi numery, godziny i screeny. Dopiero po tym zrobiło się ciszej. Nie wiem, czy syndyk coś do nich puścił, czy po prostu informacja doszła z opóźnieniem, ale ja już drugi raz z nimi nie gadałam.
Adam_Nocny
Te telefony wieczorem są najgorsze. Niby człowiek wie, że sprawa już ruszyła, a i tak brzuch się spina. Ja wyciszyłem obce numery i serio trochę odżyłem.
ElaKsiegowa
Ja bym jeszcze pilnowała, żeby nie wrzucić sobie wszystkiego do jednego worka. Stare wezwania od windykacji to jedno, a bieżące płatności po upadłości to drugie. U mnie na początku był chaos, bo jak widziałam słowo zadłużenie, to od razu sprawdzałam pół segregatora. Potem trzymałam osobno stare pisma, osobno zwykłe rachunki i osobno maile z syndykiem. Brzmi banalnie, ale dzięki temu łatwiej było mi nie dopisywać pięciu wyjaśnień tam, gdzie wystarczył screen i jedno zdanie. Mniej tłumaczenia, mniej stresu.
MagdaBezKawy
A to ciągle ta sama firma i te same numery, czy różne nazwy się przewijają? Patrzyłabym też, czy w SMS-ach pojawia się jakaś nowa kwota albo nowe pismo, czy tylko automat typu prosimy o kontakt. U mnie większość była zwykłym straszakiem, ale jedno pismo jednak pokazałam syndykowi.
Marek1978
Z całkowitym ignorowaniem też bym nie przesadzał, bo potem człowiek sam nie wie, czy to znowu automat, czy jednak coś nowego. Ja bym nie dyskutował o długu i nie obiecywał żadnych wpłat, ale ślad kontaktu zostawił. Krótka notatka z datą czasem ratuje pamięć po miesiącu. Najgorzej odebrać z zaskoczenia i zacząć tłumaczyć się komuś, kto tylko chce cię przycisnąć.
Monika_z_Torunia
Rozumiem ten stres, bo u mnie każdy obcy numer przez kilka miesięcy robił ciśnienie. Dobrze, że pytasz na spokojnie, a nie odbierasz wszystkiego w biegu i potem się nakręcasz.
Pawel_po_godzinach
U mnie to nie była typowa windykacja, tylko dawny kontrahent, który miał mój numer i próbował dzwonić bezpośrednio. Znał mnie z wcześniejszej działalności, więc zaczynał od tekstów, że przecież możemy się dogadać normalnie. Raz spokojnie powiedziałem, że to już nie jest sprawa do dogadywania przez telefon i że nie będę nic ustalał poza syndykiem. Potem wysłałem syndykowi krótką informację, że był taki kontakt. Dla siebie zapisałem datę i godzinę, bo po kilku telefonach człowiekowi wszystko się zlewa. Nie mówię, że u każdego to załatwi temat, ale mi pomogło trzymać się jednego zdania i nie tłumaczyć każdemu od nowa całej historii.
GrzesiekFaktury
Tylko nie obiecuj przez telefon żadnych wpłat ani ugód dla świętego spokoju. Windykacja lubi łapać człowieka na zmęczeniu i potem zostaje niesmak.
Michal_z_Lublina
Ja bym nie panikował przy każdym telefonie, ale nowych pism albo wiadomości z konkretną kwotą też bym nie wyrzucał w ciemno. Lepiej mieć ślad i zapytać syndyka, niż potem odtwarzać z pamięci, kto i kiedy dzwonił.