Restrukturyzacja firm Jarek_z_hali 2026-07-07 06:25

Stały klient chce płatność w 7 dni. Ustępowaliście czy tłumaczyliście sytuację?

Mam klienta, z którym robimy zlecenia od kilku lat. Nie jest to jedyne źródło przychodu, ale jednak taki odbiorca, którego nie chciałbym stracić, bo zlecenia są regularne i da się pod nie planować ludzi oraz materiał. Do tej pory mieliśmy 30 dni płatności i raczej normalną współpracę, bez większych spięć. Po informacji, że jesteśmy w restrukturyzacji, odezwał się ich dział zakupów. Powiedzieli, że przy nowych zamówieniach chcą płatność w 7 dni, bo takie mają teraz procedury przy firmach z podwyższonym ryzykiem. Ja rozumiem, że oni też chcą się zabezpieczyć, ale dla mnie to jest spora zmiana w przepływach. Materiał, transport, wypłaty, wszystko się nagle robi ciaśniejsze. Zastanawiam się, czy lepiej im ustąpić, żeby nie robić nerwowej atmosfery, czy spokojnie tłumaczyć, że firma działa i 7 dni dla wszystkiego będzie za ostre. Ktoś z Was miał podobną rozmowę ze stałym klientem? Zgadzaliście się na taki krótki termin, robiliście to tylko na próbę, czy raczej rozbijaliście warunki na konkretne zamówienia?

Dyskusja

15 komentarzy

Marek1978
A jak duży to jest klient u Ciebie, tak mniej więcej procentowo? Bo inaczej bym gadał z kimś, kto wpada raz na kwartał, a inaczej z takim, który trzyma kawał produkcji. I jeszcze jedno: oni napisali, że 7 dni na wszystkie nowe faktury, czy tylko rzucili hasło po pierwszym zamówieniu po restrukturyzacji? To jest mała różnica w rozmowie, ale duża w kasie.
Jarek_z_hali

Odpowiedz do: Marek1978

Tak na oko to około jedna czwarta obrotu, czasem mniej, zależy od miesiąca. Nie jesteśmy od nich całkiem zależni, ale jakby nagle wypadli, to od razu byłoby to widać. Z rozmowy z zakupami wyszło, że oni chcą 7 dni na wszystkie nowe zamówienia, nie tylko na jedną fakturę. No i właśnie dlatego mam opór, bo przy jednym zamówieniu pewnie bym to przełknął, a tu wychodzi nowa zasada.
Ola_na_swoim

Odpowiedz do: Jarek_z_hali

Przy jednej czwartej obrotu nie szłabym od razu w pełną zgodę. U mnie klient chciał zejść z 21 dni na 7, też zasłaniał się procedurą po informacji o restrukturyzacji. Zaproponowałam 14 dni na dwa miesiące i dopisałam, że po tym czasie wracamy do rozmowy, jak już zobaczą, że dostawy idą normalnie. Nie skakali z radości, ale przyjęli. Dla mnie to było mniej bolesne niż oddanie całego terminu od razu.
ElaKsiegowa
Ja bym tylko pilnowała, żeby to nie zostało wyłącznie po telefonie. Nawet zwykły mail po rozmowie robi później porządek, jak księgowość albo nadzorca zapyta, czemu termin się zmienił.
KrzysiekR
Nie dawałbym prostego tak na wszystko. Klient może mieć swoje procedury, jasne, ale potem łatwo usłyszysz, że przecież już raz było 7 dni i działało. U mnie takie tymczasowe ustępstwo bardzo szybko zrobiło się stałym oczekiwaniem po drugiej stronie. Jak już, to z datą końcową albo z limitem wartości zamówień.
Staszek_od_faktur
Przy dużych fakturach 7 dni potrafi zaboleć bardziej niż się wydaje. Ja bym chociaż rozdzielił małe zamówienia od większych, bo jedna grubsza faktura może rozwalić cały tydzień.
TomekK
Miałem podobnie, tylko u nas temat wyszedł po mailu z ich finansów. Najpierw chcieli od razu krótszy termin na całą współpracę, bo zobaczyli restrukturyzację i ktoś u nich zrobił alarm. Nie tłumaczyłem im całej kuchni, bo to tylko rodziło kolejne pytania. Powiedziałem, że zlecenia idą normalnie, terminy dostaw trzymamy i rozumiem ich ostrożność, ale nie chcę zmieniać warunków na stałe w jeden dzień. Skończyło się na trzech kolejnych fakturach z krótszym terminem i limitem wartości jednej faktury. W mailu było wprost, że po tych trzech fakturach wracamy do rozmowy o normalnym terminie. Nie było idealnie, ale przynajmniej nie oddałem od razu całych 30 dni.
Basia72

Odpowiedz do: TomekK

TomekK, a oni po tych trzech fakturach naprawdę odpuścili? Pytam, bo u mnie tymczasowe też miało być tymczasowe, a potem musiałam przypominać, że to nie była nowa umowa na zawsze.
GrzesiekFaktury

Odpowiedz do: Basia72

Sam nie wrócił, niestety. Pomogło dopiero to, że miałem w mailu limit na fakturę i datę ponownej rozmowy, więc było się czego trzymać. Bez tego pewnie słyszałbym, że skoro ostatnio było 7 dni, to widocznie tak może zostać. Dlatego ustępstwo tak, ale tylko z prostą granicą, żeby potem nie szarpać się o pamięć.
Marcin_z_Radomia
U mnie za szerokie tłumaczenie tylko pogarszało sprawę. Klient słyszał restrukturyzacja i od razu dopytywał o rzeczy, które go tak naprawdę nie dotyczyły. Potem mówiłem już tylko o tym, czy dostanie towar, kto odbiera telefon i czy terminy produkcji są realne. To było dużo spokojniejsze niż opowiadanie całego tła.
TomekMazury
U nas raz przeszło pół na pół: pierwsza część szybciej płatna, reszta normalnie. Klient chyba bardziej chciał mieć poczucie kontroli niż naprawdę uparł się na same 7 dni.
MagdaBezKawy
Ja bym tylko nie podpisywała niczego w biegu, nawet jak klient naciska i mówi, że to standard. Przy takim udziale w obrocie problemem nie jest sama liczba dni, ale też to, co dokładnie zostanie zapisane obok. Jedno zdanie potrafi potem żyć własnym życiem, zwłaszcza jak po stronie klienta zmieni się osoba kontaktowa. Nie robiłabym z tego wojny, ale dałabym komuś, kto zna sytuację firmy, spojrzeć na treść przed wysłaniem.
IwonaKsiega
Dorzucę z papierologii: nie zostawiałabym tego w wersji pogadaliśmy i jakoś będzie. Po miesiącu każdy pamięta rozmowę trochę inaczej, a przy restrukturyzacji takie drobiazgi szybko wracają. Księgowa widzi inne terminy na fakturach, nadzorca pyta o przepływy, klient mówi, że przecież ustaliliście inaczej. W mailu nie musi być wielkiego aneksu. Wystarczy napisać, od kiedy zmiana działa, jakich zamówień dotyczy i czy jest na stałe czy na próbę. Dodałabym też, że dostawy i reklamacje idą normalnym trybem, jeśli to był ich strach. To jest pięć minut pisania, a potem mniej tłumaczenia.
Basia_z_podworka
Czasem mniej tłumaczenia działa lepiej. Klient chce wiedzieć, czy dostanie swoje, a nie słuchać całej historii firmy.
Pawel_po_godzinach
Przy większym zamówieniu poszedłbym raczej w płatność etapami niż jeden krótki termin dla każdej faktury. U nas klient też się bał, że zostanie z niedokończonym tematem, więc rozbiliśmy to na część po starcie i resztę po odbiorze. Dla niego było bezpieczniej, a ja nie musiałem finansować całej roboty z własnej kieszeni. Łatwiej mi się to tłumaczyło niż zwykłe nie, nie zgadzam się.